Rafał Strączek szczerze opowiada o cierpliwości, frustracji, rozwoju i kluczowych decyzjach w swojej karierze, podsumowując swoją drogę w GKS Katowice i poza nim.
Po półtora roku spędzonym na ławce rezerwowych Strączek opisuje moment wejścia do składu jako punkt zwrotny. Podkreśla, że życie rezerwowego bramkarza jest wyjątkowo trudne — w przeciwieństwie do zawodników z pola, którzy zawsze mają szansę pojawić się na boisku choćby na kilka minut. Mimo długiego okresu niepewności zawsze wierzył, że jego moment nadejdzie. Gdy w końcu się pojawił, wykorzystał go w pełni, pomagając drużynie poprawić wyniki i zachowywać czyste konta.
Przyznaje, że czas oczekiwania był trudny psychicznie i momentami wpływał na jego życie prywatne, choć nie zdarzało się to często. Dołączając do GKS Katowice wiedział, że nie zostanie od razu bramkarzem numer jeden, ponieważ Dawid Kudła miał już ugruntowaną pozycję. Jego początkowy plan — regularna gra i dalszy rozwój — musiał zostać odłożony, co wymagało od niego jeszcze większej cierpliwości.
Latem poważnie rozważał zmianę klubu w poszukiwaniu nowego impulsu po trudnym roku na ławce. Toczyły się rozmowy z klubami Ekstraklasy, jednak ostatecznie nie doszło do transferu. Z perspektywy czasu ocenia to jako dobrą decyzję — postanowił zostać, walczyć i ostatecznie wywalczył sobie miejsce w składzie.
Jego dobre występy przyciągnęły zainteresowanie Lech Poznań, co przyspieszyło negocjacje kontraktowe z GKS-em. Mimo większych możliwości wyboru Strączek zdecydował się na stabilizację zamiast wyższych zarobków, podpisując umowę do 2029 roku. Kluczowe były dla niego regularna gra, dobra atmosfera oraz wiara w projekt klubu.
Przełom nastąpił po porażce 0:3 z Cracovia, kiedy trener dał mu szansę. Od tego momentu GKS wyraźnie się poprawił, szczególnie w defensywie. Strączek wskazuje na zmiany taktyczne — zwłaszcza ustawienie linii obrony wyżej — jako jeden z głównych powodów progresu.
Chwali również kolegów z drużyny, takich jak Bartosz Nowak i Eman Marković, podkreślając ich wkład w ofensywę oraz jakość techniczną Nowaka.
Patrząc szerzej, Strączek zauważa nieprzewidywalność ligi, gdzie różnice punktowe między miejscami pucharowymi a strefą spadkową są niewielkie. Mimo to potwierdza, że drużyna celuje wysoko i wierzy, że ten sezon może być wyjątkową szansą na osiągnięcie czegoś wielkiego.
Wspominając okres w Girondins Bordeaux, określa go jako cenną lekcję. Choć bardzo się rozwinął, przyznaje, że nadmierna pewność siebie doprowadziła do błędów, szczególnie przy rozegraniu piłki. Upadek finansowy klubu był dla niego zaskoczeniem, choć pewne sygnały pojawiły się wcześniej. Nadal wierzy, że Bordeaux odbuduje swoją pozycję.
Na poziomie osobistym podtrzymuje swoje wcześniejsze słowa o większym poczuciu bezpieczeństwa w Polsce niż we Francji, podkreślając, że opierał je na własnych doświadczeniach. Pomimo reakcji w internecie nie spotkał się z żadnymi negatywnymi konsekwencjami w klubie.
Patrząc w przyszłość, nie wyklucza ponownego wyjazdu za granicę, jeśli pojawi się odpowiednia oferta. W wieku 27 lat wciąż ma wiele przed sobą, jednak obecnie ceni stabilizację i rozwój, jaki osiąga w Polsce, gdzie czuje się dobrze zarówno zawodowo, jak i prywatnie.